poniedziałek, 18 marca 2013

14.


*Perspektywa Amy* MUSIC ON
Światło. Bardzo jasne światło, zawitało mnie przez szybę, oraz zaczęło razić mnie w oczy. Obudziłam się. A może lepszym określeniem byłoby rozbudziłam? Bo spać to ja już długo nie mogłam. Ciągle po korytarzu chodziły pielęgniarki, bądź lekarze. Byłam w szpitalu. Ile dni tu już byłam? Nie wiem. Mam jedynie nadzieję, że mało. Jak najmniej. Chcę już do domu!
Wszystko niemiłosiernie mnie bolało. A dokładniej rany, które pozostawiła po sobie żyletka. Na nadgarstkach i udach miałam bandaże. W lewą rękę miałam wbitą kroplówkę. Ubrana byłam zaś w jakąś szpitalną piżamę, a obok mojego tymczasowego łóżka stały dwa krzesła po obu stronach. A po lewej stała mała szafka z szufladką, na której leżały jakieś ciastka i moja komórka.
Nikogo przy mnie nie było, może to i lepiej? Chwila spokoju. Może nawet nikt nie wie gdzie teraz jestem? Ale nie, przecież sama na sto procent nie zadzwoniłabym po pogotowie, przecież pocięłam się aby umrzeć, a nie aby robić jakąś wielką aferę wokół mnie… Ktoś na pewno wiedział, że tu jestem. Tylko kto?
Sms. Po co ja wysyłałam ten głupi sms do Nialla. I ta cała rozmowa… Dlaczego ja wszystkich na około ranię? Może mnie naprawdę nie powinno tutaj być? To wszystko jest już takie nudne, dlaczego oni mnie jeszcze ratują? Czy będę okaleczać siebie jeszcze? Tak. Innego rozwiązania nie widzę. Prędzej czy później i tak umrę. Przeze mnie. Chociaż inni może będą prowadzić spokojniejsze życie, jak mnie z nimi nie będzie. Dlaczego moi nadopiekuńczy rodzice nie widzieli ran, blizn, ani nic, co pozostawiła żyletka? Może uważają mnie za idealną córkę? Ale nie, przecież ja tak rozrabiam. Ciekawe, czy w ogóle interesuje ich gdzie teraz jestem.
Zastanawiam się czy kiedykolwiek przestanę się ciąć? Moja zmarła babcia mawiała „Czego nie możesz zmienić, zaakceptuj” – tylko jak? Jak mam ‘uwolnić się’ od nałogu kaleczenia samej siebie? Albo jak mam ‘zaakceptować’ okaleczanie? Jak mam zaakceptować wszystko co znajduje się wokół mnie, cały ten świat?
Zmarli mogliby zrobić wszystko, aby jeszcze trochę pożyć, a ja? Ja zrobiłabym wszystko, aby zamienić się z nimi miejscami. Oni tutaj na górze, a ja w tej zimnej, już po jakimś czasie śmierdzącej,  zarobaczałej i zgniłej dębowej trumnie. W ziemi. Ubrali by mnie w jakąś ciemnego koloru sukienkę do kolan, zapewne buty bez obcasów, również ciemnego koloru, uczesali by mnie, ale włosy i tak miałabym rozpuszczone. Zamknęli by w trumnie, poszli na cmentarz i zakopali. Tak jak każdego.
Zapomnieliby.
- Dzień dobry, śniadanie. – powiedziała pielęgniarka wchodząc do Sali, w której się znajdowałam
- Nie jestem głodna. – ledwo wypaplałam, miałam strasznie sucho w gardle.
- Musisz jeść. – usiadła na krześle obok mnie – Masz anoreksje. – co? Teraz to mnie dobiła mówiąc to. Co ona w ogóle wygaduje? To nie prawda. Mam dobrą wagę, idealną. – A poza tym, krew Ci się sama nie wyprodukuje. Więc co, mam cię nakarmić? – zapytała
- Nie, sama sobie poradzę. – odpowiedziałam. Dostałam tackę, na której znajdował się talerz, a na nim dwie kromki jasnego chleba, parówka i mała kosteczka masła.
- Przepraszam, ale jestem wegetarianką. – powiedziałam trochę nieśmiała, nie chciałam przecież urazić pielęgniarki, a co najważniejsze kucharki, która to przygotowała.
- No tak oczywiście. A na co masz ochotę?
- Wystarczy mi sam chleb z masłem. – odpowiedziałam podnosząc lekko kąciki ust do góry.
- Ależ to niedorzeczne! Poczekaj, zapytam się kucharki czy mają trochę dżemu truskawkowego. – odpowiedziała wstając po chwili z krzesła, na którym już się trochę zadomowiła. Fakt, dosyć miła ta pielęgniarka. Oby inne też takie były, bo inaczej chyba tu nie wytrzymam. No tak, przecież byli jeszcze moi znajomi i rodzina, która zapewne się już o wszystkim dowiedziała.
- Dziękuję. – wypowiedziałam gdy pielęgniarka miała już wychodzić. Posłała mi jedynie promienny uśmiech, i wyszła.
Co ja będę tutaj robić sama całe dnie? Tak, sama. Nie chcę widzieć nikogo. No może oprócz tej przemiłej pani, ale nikogo ode mnie z rodziny, ani znajomych…
- Obudziłaś się! – krzyknął uradowany Louis. Niedawno przecież wspominałam, że nie chcę nikogo teraz widzieć, litości! Kiedy on w ogóle tutaj wszedł? – Dlaczego to zrobiłaś? – Usiadł obok mnie na krześle. Ubrany był jak to Louis, czyli kolorowe spodnie, szelki i bluzkę w paski. Stary Louis powrócił, pomyślałam. Fakt, wcześniej wspominałam, że nie słuchałam One Direction, ani nie interesowały mnie ich osoby, tak samo jak i różne artykuły z nimi w gazetach. Ale dzięki mojej kochanej przyjaciółce Lisie, wiedziałam o nich więcej niż nie jedna fanka. Ona na okrągło mówiła tylko o One Direction, i o jej kochanym Blondynku. Blondynku, którego zraniłam, ona mi nigdy tego nie wybaczy jeśli się dowie! No ale wracajmy do Lisy i jej mani na punkcie One Direction, to wiedziałam, na przykład to, że Harry zanim poszedł do X Factor pracował w piekarni, na casting chłopcy przyszli jako soliści i nie znali się, a dopiero później złączyli ich w zespół i Simon Cowell wziął ich pod ‘swoje skrzydła’, i tak oto rozpoczęła się ich kariera.
Dlaczego to zrobiłam? Niall. On był główną przyczyną, przyczyną była również moja noc z Louisem, nie dawanie sobie rady z tym wszystkim. Dlaczego noc z Louisem? Bo nie wiedziałam w tym czasie co Niall do mnie czuje, a jeśli Blondyn się dowie to, aż nie chcę myśleć co między nimi się stanie. Gorzej, jak zespół się rozpadnie. Przeze mnie. I naprawdę, mogłabym wymieniać jeszcze długo, gdyby nie fakt, że Lou siedział koło mnie.
- To jak, pogadamy? – zapytał – Jeśli nie chcesz z własnej woli, przekonam Cię siłą. Poczekaj chwilę, jeszcze zadzwonię po resztę. – spojrzał na mnie z cwaniackim uśmieszkiem i zaczął łaskotać.
- Louis! Przestań, ała! To boli. – mówiłam, trochę też śmiejąc się – Przestań, nie jestem w humorze! – krzyknęłam, a w tym samym czasie weszła ta sama pielęgniarka, co wcześniej miała przynieść mi trochę dżemu.
- Niech pan ją zostawi w spokoju. Ona musi najpierw zjeść. – puściła oczko dla Louisa – A później sama panu pomogę.
- I pani przeciwko mnie? – powiedziałam z rezygnacją w głosie. Dlaczego oni się tak na mnie uwzięli?
Kobieta jedynie wzruszyła ramionami i wyszła z sali.
- To jak, wolisz mi powiedzieć dlaczego chciałaś się zabić czy wolisz być łaskotana? – zapytała ciągle się przyglądając mi, jak jem kanapki. – Boże, jak ty mogłaś, w ogóle próbować się zabić? Przecież ja bez Ciebie nie wytrzymałbym! Też bym się zabił.
- I tak byś się nie zabił. Zapomniałbyś w końcu o mnie. Niech będzie, powiem. – Odpowiedziałam, chociaż powiedziałam tak tylko dlatego, aby Lou dał mi spokój. Oczywiście, że i tak mu nie powiem. – Chcesz jedną?– zaproponowałam chłopakowi jedną, nie za dobrą kanapkę.
- Nie dzięki, to ty masz anoreksje, a nie ja. – pokiwał głową twierdząco. Skąd on wiedział, że mam anoreksje?
Półgodziny jadłam jedną kanapkę, znaczy jeszcze jej nie skończyłam. Po prostu nie miałam dzisiaj apetytu. Louis w między czasie dzwonił po resztę chłopaków, oraz po Emmę. Danielle prawdopodobnie miała dzisiaj jakieś próby do trasy koncertowej Cher Lloyd, a Perrie była umówiona z dziewczynami z Little Mix. Uwielbiam ten zespół! Muszę się do tego przyznać, ale mam wielką nadzieję, że jeśli zacznę przyjaźnić się z Perrie to ona pozna mnie, albo chociaż zobaczę i poproszę o autografy Jade, Jasy i Leigh-Anne.
- Można czy przeszkadzamy? – zza futryny zaczęły wystawać po kolei głowy
- Amy się obudziła!! – Krzyknęła uradowana Em, i podbiegła do mnie przytulając mnie. – Boże, jak to dobrze, że żyjesz! W ogóle co Ci do głowy przyszło aby się zabić? Mam nadzieję, że to nie przeze mnie.
Wszyscy weszli. Liam, Zayn, Harry i Emma. Nie było jedynie z nimi Nialla.
- Gdzie Niall? – zapytałam trochę niepewnie
- Nie wiem. -  odpowiedziała Emma, i po chwili zmieniła temat – Czekamy na wyjaśnienie. Powiedz nam kiedy zaczęłaś się ciąć, i dlaczego?
Chłopcy weszli i usiedli na około łóżka, Louis siedział na krześle po mojej lewej stronie, a Em na krześle po mojej prawej stronie, więc gdzie bym się nie popatrzyła tam ktoś był.
- No więc… - zaczęłam, wzięłam głęboki wdech i przymknęłam oczy – Zaczęłam się ciąć w wieku 12 lat, powód był prosty. Osoby ze szkoły nie akceptowały mnie, moją jedyną przyjaciółką była Lisa, która została w Polsce, na lekcjach też się nie widziałyśmy, ponieważ ona była w innej klasie, czyli osoby z mojej klasy mogły się na mnie w tym czasie ‘wyżywać’. Ciągały za włosy, wytykały wszystkie błędy, kiedyś też pisałam ‘pamiętnik’ w Internecie, oni znaleźli jakimś cudem link do mojego bloga, i upokarzali mnie na oczach całej szkoły. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. Jak ktoś jest otyły, oni wyzywają go od grubasów i śmieją się z niego, albo jak ktoś jest niepełnosprawny też się z niego śmieją. Tak samo było ze mną, tyle że ja nie wiem czym ani w czym im zawiniłam, że mnie tak nie lubią… Przez nich zamknęłam się  w sobie. Oczywiście, na pierwszy rzut oka, widać wesołą, bez problemów, kompleksów, ani jakichkolwiek zmartwień nastolatkę, ale jak już się mnie bliżej pozna, widać tą smutną, nie dającą sobie rady z życiem dziewczynę. Później już okaleczałam się regularnie, po każdej kłótni, lub małej sprzeczce, wytknięciu palcem, albo jedynce w szkole. Zawsze wracałam do domu z płaczem, moim kierunkiem była łazienka, szafka, w której było opakowanie żyletek, brałam jedną i nacinałam kawałek skóry. Spływająca krew dawała mi jakieś ukojenie, ale nie taki normalne, jak rozmowa z bliską osobą, tylko takie psychiczne, trochę na chory sposób, ale mi pomagała. Zaczęłam prowadzić pamiętnik, ale nie taki w Internecie, tylko w zeszycie, dzienniku, w którym opisywałam najskrytsze uczucia, marzenia, plany, to co myślę o osobach z klasy, z mojego otoczenia.  A ostatnio pocięłam się przez to, że wszystkich na około ranię. Zraniłam Nialla, Louisa, Maxa, Lisę. Wszystkich, na kim mi zależy. Osoby z mojej byłej szkoły cieszyłyby się, gdyby mnie nie było, przecież w końcu doszłoby do tego, na co oni tak długo czekają, umarłabym. – w oczach stanęły mi łzy, ale kontynuowałam – Zapewne jeszcze nie raz sięgnę po żyletkę, nie raz spróbuję popełnić próbę samobójczą. Louis, przepraszam. Wiem, że zapewne nie wiesz dlaczego mówię, że zraniłam Nialla, ale to już wyjaśnijcie między sobą. Bo z nami chyba koniec. To za dużo, naprawdę. Masz zespół, trasy, wywiady, koncerty. Ja Ci będę tylko przeszkadzać, ranić. – wyrzuciłam to wszystko z siebie, w końcu. Nagle ktoś mnie przytulił, a raczej wszyscy.
- Nie prawda. Jesteś potrzebna. – powiedział Lou. Mimowolnie uśmiechnęłam się, dobrze wiedzieć, że komuś zależy na mnie, i że uważa, że jestem potrzebna. Cieszę się, że znalazłam przyjaciół. Prawdziwych, nie dziennik, czy osoby z Internetu, tylko przyjaciół realnych. W każdym momencie przy mnie są, prawda, nie chciałam się z nimi widzieć, ale oni samą swoją obecnością sprawiają, że czuje się lepiej. Zawsze mogę się im wyżalić, albo po prostu przytulić się do któregoś z nich…
- To, co powiedziałaś, było takie prawdziwe. – usłyszałam dobrze znany mi głos, Niall
- Bo to prawda Niall. Czekaj, ty to wszystko słyszałeś? – zapytałam zmieszana
- Na to wygląda. – podszedł do mojego łóżka i przyłączył się do naszego wspólnego uścisku, w którym ciągle tkwiliśmy.


Chyba jestem najbardziej zadowolona z tego rozdziału. Prawda, nie jest jakiś strasznie długi, ale wydaje mi się lepszy niż poprzedni. No i w końcu możecie poznać historię Amy. Mam nadzieję, że dzięki temu rozdziałowi, polubicie ją jeszcze bardziej :) Od dzisiaj wprowadzam małą zmianę pisania rozdziałów, czyli będę dawała zdjęcia lub gify, aby wyglądało to bardziej realistycznie.
Muszę wam coś powiedzieć, a mianowicie chodzi o to, że mam zamiar usunąć blog, ponieważ nikt go nie czyta :c, więc jak wpiszecie w wyszukiwarkę link, a wyskoczy, że taki blog nie istnieje to się nie zdziwcie ;). No to chyba tylko ode mnie, proszę, jeśli czytasz to skomentuj, wyraź swoje zdanie, powiedz w czym mam się poprawić itp… Jest mi niezmiernie miło czytać komentarze od was…
W tym rozdziale nie zrobię tak jak wcześniej 10 kom. nowy rozdział, bo chcę zobaczyć czy sami z siebie skomentujecie… ;]

środa, 13 marca 2013

13.


*Perspektywa Danielle* MUSIC ON
Lekarze właśnie wnieśli na noszach Amy do karetki. Dlaczego tak młoda dziewczyna chciała sobie odebrać życie? Przecież ona ma dopiero 16 lat! Całe życie przed nią.
- Wy to One Direction, prawda? – spytał podekscytowany lekarz, który akurat był kierowcą karetki – Moja córka was uwielbia, i chyba nigdy nie wybaczyłaby mi, że straciłem okazję zrobienia sobie zdjęcia z jej idolami i nie wziąłem od nich autografów. To moglibyście mi się podpisać, no nie wiem. Gdziekolwiek. – wyszczerzył się, szukając długopisu, markera, czy jakiejkolwiek rzeczy do pisania. Jest, znalazł.
- Pan chyba sobie żartuje prawda? – spytał rozwścieczony Louis – Ona tu umiera, a pan jakieś scenki odwala, że chce pan autograf.
- I tak umrze. – odpowiedział zrezygnowany – Prędzej czy później, co to za różnica. Nie widzicie? Ona ma jeszcze niedowagę, przecież to gołym okiem widać. Tyle jej krwi już ubyło… Może gdzieś indziej na nią czekają? Może będzie jej lepiej… - patrzyłam na niego z niedowierzaniem, jak lekarz może powiedzieć, że i tak umrze?
- Jedźmy już. – odpowiedział drugi – Proszę jak najszybciej wsiąść za kierownicą i jechać, ona naprawdę może zaraz umrzeć. Proszę aby państwo dojechali swoim samochodem. – zwrócił się tym razem do nas
- Mogę z nią jechać? – wyrwał się Niall
- Oczywiście, proszę wsiadać, ale proszę również streszczać. Chcę wam przypomnieć, że ona tu umiera… – odpowiedział mu lekarz
- Ja pojadę, to moja dziewczyna. – powiedział z cwanym głosem Louis, najbardziej miał na celu zdenerwowanie – już nerwowego – Nialla.
W końcu wyszło na to, że zamiast Nialla pojechał Loui. Chłopak niestety musiał ustąpić mu miejsca, bo przecież Amy była jego dziewczyną.
- Chodź, Niall. Pojedziesz z nami. – powiedziałam do blondyna, w międzyczasie wsiadając do czarnego Vana, którego właścicielem był Liam, kierował zresztą też on…
Po około 20 minutach byliśmy na miejscu, karetka przyjechała szybciej, z racji tego, że to karetka i może przejeżdżać na czerwonym świetle, bądź wymijać inne samochody…
Weszliśmy do budynku i podeszliśmy do pierwszej idące pielęgniarki. Korytarz był w odcieniach błękitu, zaś po bokach rozciągał się pas siwej tapety. Podłoga wyłożona była jasnymi płytkami, więc jak ja i Perrie szłyśmy stukałyśmy obcasami.
- W jakiej Sali możemy znaleźć Amy Nowicką? – Zapytał się Zayn
- To ta dziewczynka z pociętymi rękami i nogami? – zapytała już dosyć starsza pani my tylko pokiwaliśmy głowami na znak „tak”. Kobieta wyglądała jakby miała już około 60 lat. Siwe włosy - zawiązane w koka, biały fartuch, tego samego koloru buty, a w rękach trzymała jakiś dziennik – Lekarze jeszcze próbują tamować jej krew. Biedna dziewczyna, naprawdę.
- Dziękujemy. – powiedzieliśmy równo, a akurat zobaczyliśmy jadące – dzięki pchającym je lekarzom – łóżko, na którym znajdowała się nieprzytomna dziewczyna. „Jezu.” – pomyślałam. Obok niej szedł załamany Louis, ciągle trzymając ją jedną ręką, za jej rękę. Drugą wycierał łzy płynące po policzku…
                Niall stał jak sparaliżowany, wcześniej się wyrywał, a teraz nie mógł się nawet ruszyć.
- Chodźcie idziemy do niej. – podniosłam delikatnie kąciki ust do góry, aby chociaż trochę poprawić im humory. Niall zaczął delikatnie kręcić głową na znak, że się nie zgadza. – Chodźcie idziemy do niej. – powiedziałam raz jeszcze i zaczęłam iść w stronę sali numer 183. Bałam się, cholernie się bałam. Niby jestem taka opanowana, ale jeśli wiem, że ktoś na kim mi zaczyna zależeć, może umrzeć, zaczynałam być przerażająco nerwowa. A co dopiero musi czuć reszta? Co czują Niall i Louis?
                Weszliśmy do sali, a obok łóżka siedział – z już czerwonymi oczami od płaczu – Loui. Podeszliśmy bliżej niego i przytuliliśmy go, powiedzieliśmy też aby się nie przejmował, bo przecież to na sto procent nie jego wina, i jeśli będzie coś z nią nie tak to tu są lekarze i w każdej chwili mogą jej pomóc.
- Wiecie, że musimy zawiadomić jej rodziców? – zaczął Liam
- Wiemy. Ale czy ktoś z was ma w ogóle numer do jej rodziców? – zapytał Zayn
- Ja mam. – odezwał się Louis. „Nareszcie” – pomyślałam
Louis zaczął szukać w swojej komórce numer, a w końcu jak już znalazł, dał ją Liamowi.
*ROZMOWA Z  MAMĄ AMY:
- Dzień dobry. – przywitał się Liam – Rozumie pani co mówię, prawda?
- Weź na głośnik. – przerwał mu Harry
- Tak rozumiem. – zaśmiała się kobieta w słuchawce – Coś się stało, że dzwonicie?
- Nie. To znaczy tak, bo pani córka leży właśnie nieprzytomna w szpitalu, i mogła umrzeć. Nadal może. Najlepiej by było gdyby państwo przyjechali… - kobieta rozpłakała się
- W jakim szpitalu ona teraz jest? – ledwo mogliśmy ją zrozumieć, ale wiem co teraz czuje.
Liam podał dla mamy Amy wszystkie informacje i rozłączył się.*
- Gdzie Niall? – zapytała Emma, no tak nie było z nami Nialla
- Nie wiem, przecież z nami był… - powiedziałam
- Chodź ze mną, zobaczymy gdzie jest. – Emma pociągnęła mnie za rękę i poszłyśmy.
                Przeszłyśmy korytarz, Nialla brak. Następnie inne piętra, ale na żadnym go nie było.
- Może jest na dworze? Przy wejściu? – zapytałam. Dziewczyna kiwnęła na znak, że się zgadza – Wiem, że może nie powinnam się pytać, ale co powiedziałaś dla Amy? Wiem to, że Niall mówi, że ją kocha, a ona o tym nie wiedziała, ale jeśli możesz przedstaw mi całą to sytuację, o jak to się zaczęło…
- Jeśli chcesz wiedzieć, gdzie Niall i ona się spotkali pierwszy raz, sama go o to zapytaj. Ja mogę powiedzieć Ci jedynie to, o czym rozmawiałyśmy w kuchni jak wyszłaś…
- Ok. – przytaknęłam, chociaż trochę chciałam być wtajemniczona. W końcu Em to jedna z lepszych przyjaciół chłopaka… Tak szczerze, to wydaje mi się, że Niall powinien odkochać się w Amy, a zająć się Emmą. Oni tak słodko razem wyglądają. Pasują do siebie…
*Perspektywa Emmy* [specjalnie dla Isiia ;)]
„              Siedziałyśmy z dziewczynami w kuchni i przygotowywałyśmy obiad. Dzisiaj miała być lazania. Dan na chwilę wyszła zostawiając mnie i Amy same. Śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy przy robieniu jedzenia. Na chwilę spoważniałam i chciałam dowiedzieć się kilku rzeczy, a mianowicie:
- Cieszysz się, że jesteś z Louisem? – zapytałam ni stąd, ni zowąd
- No wiesz oczywiście, że tak. Dlaczego miałabym z nim być gdybym Go nie kochała? – odpowiedziała, lekko zdziwiona
- Nie będę owijać w bawełnę, więc od razu Ci powiem. Niall Cię kocha, ale wstydzi Ci się to powiedzieć. Dzisiaj rano chciał Ci to powiedzieć, ale nie odważył się. – tak, w końcu to z siebie wydusiłam. Mam nadzieję, ze Niall się nie zezłości. Przecież ja mu tylko pomogłam, może Amy teraz oprzytomnieje…
- Ale…
- Nie żadne „ale” tylko idź i z Nim pogadaj. – powiedziałam popychając ją w stronę wyjścia z kuchni.” – opowiedziałam wszystko dla Dan, gdy nagle przed nami pojawił się Niall z papierosem w ustach i łzami na policzkach…
- Co ty robisz? – starałam się być spokojna
- Rozumiesz? To wszystko nasza wina. Moja. Ona chciała się zabić przez nas. Przez prawdę. Po co jej to wszystko mówiłaś? Gdybym chciał to sam bym jej to powiedział… Ty chyba naprawdę nic nie rozumiesz. – wściekły uderzył pięściami o ścianę budynku.
- Możemy wejść do środka? No wiecie, trochę mi zimny, w końcu stoimy na dworze, a ja mam na sobie jedynie cienką bluzkę. Najlepiej byłoby gdybyśmy poszli do Amy. Wszyscy – powiedziała, z naciskiem na ostatnie słowo, które kierowała do Nialla
- Jasne. – odpowiedział bez namiętnie
- A z Tobą jeszcze sobie porozmawiam. Jak będziemy sami… - powiedziałam ciszej do Nialla
                Weszliśmy do sali do całej szóstki, ale było ich już tam więcej. Była rozpłakana mama Amy, i jej tato, który podnosił kobietę na duchu
- Dlaczego ona to zrobiła? - zaczęła kobieta - Czy któreś z was wie? Proszę powiedzcie mi, postawcie się w sytuacji mojej i mojego męża. Czy któreś z was, chciałoby, aby wasze dziecko samo okaleczało się, a wy byście nawet nie wiedzieli dlaczego? - wzrokiem przeleciała po każdym z nas
- Ja. – odezwał się Niall, wszyscy momentalnie przenieśli swój wzrok z Amy i jej rodziców na Nialla – To przeze mnie próbowała się zabić. Ja naprawdę nie chciałem, nawet do końca nie wiem, dlaczego to zrobiła… Ale w trakcie naszej rozmowy, ona po prostu wybiegła z pokoju i pobiegła zapewne od razu do domu. Następnie dostałem od niej sms’a, w którym mnie przepraszała za coś. Nie wiem za co, no ale cóż. Również się pożegnała. Oczywiście od razu zareagowałem i pojechałem do niej. Gdy wszedłem do domu, ona leżała już u siebie w sypialni na łóżku i krwawiła. Z ud i z nadgarstków. Była wciąż przytomna, i ciągle do niej mówiłem, aby nie zamykała oczu… Zadzwoniłem po resztę, oraz po karetkę… A dalej pani już chyba wie… - zaczął tłumaczyć się Niall, spuścił głowę w ramach skruchy – Przepraszam – dodał po chwili i wyszedł. Nie chciałam za nim iść, wiedziałam, że chce być teraz sam.
- Dzień dobry, czas wizyt się już skończył. Więc proszę się pożegnać i już iść. -  powiedziała pielęgniarka, która nie wiem skąd się tu wzięła. Ubrana była tak jak ta, którą złapaliśmy na korytarzu wcześniej.
- To która jest już godzina? – zapytałam
- 19.21 – odpowiedział Harry – Zbierajmy się już, jutro ją odwiedzimy…
- Ja z nią zostanę. – odpowiedział Louis
- Nie możesz! – wtrącił Zayn – Przecież nic jej się tu nie stanie, są lekarze. Gdyby coś się stało, na pewno by Cię poinformowali.
- U niej w domu też miało się nic nie stać… - odpowiedział Loui
- Jak chcesz, my idziemy… - Odpowiedziała Dan. Pożegnaliśmy się z chłopakiem, i „tak jakby” z Amy


No to mamy rozdział 13!
A teraz wielkie SORRY, że nie dodałam go od razu jak było 10 komentarzy… No ale wiecie, rozdział musi się napisać ;) A piszę te 10 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ bo jak nie napiszę, to nikt nie komentuje chociaż przeczyta :D
Więc poproszę 10 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ
Jak zobaczę, że komentujecie sami z siebie, przestanę tak pisać ;)
No i bez bicia przyznam się, że nie jestem zadowolona z rozdziału ;c Wydaje mi się to wszystko takie nijakie xD No ale sami oceńcie. A i anonimki – ujawnijcie się ;D

sobota, 9 marca 2013

12.



*Perspektywa Nialla* MUSIC ON


- A teraz czekam na wyjaśnienia. – dziewczyna odwróciła się do mnie, opierając o framugę. Jeden głupi wybryk, a teraz ponoszę konsekwencje. Dobrze, że chociaż Emma powiedziała, że tu mieszkam, bo nie wiem, gdzie  mógłbym trafić… Komisariat? Izba wytrzeźwień? A może, co gorsza – więzienie, a następnie sąd i sala rozpraw? Byłem pewny, w stu procentach, że nie zrobiłbym tego, gdybym był trzeźwy i wcześniej posłuchał Emmy, która dobrze mi powiedziała:
„- A Amy? Już Ci nie zależy? (...) Co ty wyprawiasz? Liżesz się z jakąś laską, której praktycznie nie znasz!... ” – Dlaczego byłem z tą dziewczyną w tym klubie? Nie wiem. Prawdopodobnie, abym przestał myśleć o Am i zastąpił Ją inną. Szkoda, że Oni są razem – mój najlepszy przyjaciel i dziewczyna marzeń. Z resztą, co ja sobie wyobrażałem? Od razu było to wszystko wiadome, że z nią nie będę. Zapewne Ona nic do mnie nie czuje, ani nie wie, że ja ją kocham. Tak, kocham. Najmocniej na świecie. Bez granicznie. Ona jest idealna w każdym stopniu – śliczna, boska, perfekcyjna, zaradna, można z nią o wszystkim porozmawiać, czasami też pokazywała pazurki. Ale i tak była idealna. Nigdy wcześniej nie spotkałem takiej dziewczyny.. Może to i dobrze, że czekałem właśnie na tą jedyną.
- To jak? Dzisiaj się dowiem dlaczego policja Cię przyprowadziła czy nie? – przerwała mi Em, która już lekko się niecierpliwiła.
- No bo pamiętasz tą dziewczynę z wczoraj..
- Tą z którą się lizałeś, aby zrobić na złość Amy? Tak. – oznajmiła beznamiętnie
- Tak tą. – powiedziałem przez zęby – No bo jak ona mnie pociągnęła za rękę, to poszliśmy do baru. Kupiłem jej chyba trzy drinki, nie więcej. Następnie poszliśmy tańczyć. A na sam koniec, miałem ją odprowadzić do domu. Gdzie jak się później okazało, pod domem czekał jej mężczyzna, gdy zobaczył, że trzymamy się za ręce i w dodatku.. – nie skończyłem
- Trzymacie za ręce i w dodatku? – zapytała Emma
- No bo.. Eh, my się całowaliśmy jeszcze.. Nie tylko w tym klubie przed Tobą i Amy, tylko jeszcze później. Gdyby nie jej facet, zapewne doszło by do czegoś więcej.. Znaczy my mieliśmy taki plan aby… No nie ważne. – spuściłem wzrok
- Miało do czegoś jeszcze dojść?! – wrzasnęła
- Ej co się tu dzieje? – usłyszałem ten śliczny, dziewczęcy głos należący do mojej bogini. No może nie do końca mojej, ale to już nie długo… Mam plan.
- Co to za krzyki? – kontynuowała
- On Ci wyjaśni, ja już mam dość. – powiedziała Emma wychodząc i kierując się w stronę łazienki – Zresztą i tak musi Ci coś wyjaśnić… - zawróciła i mrugnęła mi okiem
„Jeszcze tego pożałujesz” – powiedziałem bezgłośnie
- O co chodzi? – spytała się mnie lekko zaspana Amy – Dlaczego nie wracałeś z nami?
W końcu i tak by się dowiedziała, a czym prędzej tym lepiej. Chyba teraz nastał ten moment. Wolę, aby dowiedziała się ode mnie, niż od osób trzecich. Które, w ogóle nie powinny być zamieszane w TĄ sprawę… A może tak to miało być, może ktoś już tam na górze napisał nam „scenariusz” i każdy z nas ma rolę w tym teatrze... A moją jest to aby właśnie Jej to wyznać, wyznać to, co czuję. Już od naszego pierwszego spotkania w samolocie wiedziałem, że to właśnie ta jedyna…
- No bo wczoraj, ten no.. – nie wiedziałem jak zacząć, a jeśli Ona wyśmieje moje uczucia, jeśli cały zespół się przeze mnie rozwali, w końcu to dziewczyna mojego przyjaciela z zespołu… A jeśli Ona mi pogratuluje i powie, abym nie był obojętny co do tamtej dziewczyny?
- No powiedz. – uśmiechnęła się
- Nic nie ważne. – zmarnowałem swoją szanse na powiedzenie Jej co czuję, ale podszedłem do niej i przytuliłem ją. Jak przyjaciel. Tylko przyjaciel. Ale dla mnie to i tak dużo… Sam jej dotyk, uśmiech, słowo. Wszystko co było z nią związane było piękne… I świat stawał się lepszy. Nie wiem, czy w ogóle powinienem tak mówić, przecież ja Ją tak krótko znam…
***
Dziewczyny były w kuchni i robiły obiad, ja natomiast postanowiłem zagrać z Liamem i Zanem w Fifę.
A Harry z Louisem, siedzieli obok na kanapie i o czymś rozmawiali.
Po chwili przyszła do nas Amy:
- Niall – jak Ona ślicznie wymawia moje imię, tak delikatnie… - nie chcę Ci przerywać tak zawziętej gry, ale musimy porozmawiać. Poważnie porozmawiać… - przygryzła dolną wargę i tylko mogłem domyślać się o co chodzi… Emma zapewne wszystko wypaplała dla Amy.
- A o co chodzi? – podszedłem do Niej
- Chodź na górę to Ci powiem. – odpowiedziała kierując się w stronę sypialni Zayna
***
- No więc o co chodzi? – usiadłem na łóżku, wzrok wbiłem w stojącą dziewczynę – Usiądź. – poklepałem miejsce przy mnie
- Nie dzięki, postoję. Nie wiem jak zacząć, bo to nie ja powinnam zacząć tą rozmowę, lecz Ty. – już wiem o co chodzi – Niall, dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Tego co czujesz od naszego pierwszego spotkania… Wszystkiego! Miałeś tyle okazji, aby mi to powiedzieć. Ale Ty nie, oczywiście…
- Kto Ci powiedział? – zapytałem
- Emma, a kto mógł inny?
- No tak… A nie mogłaś się domyślić? A nie, przepraszam. Przecież Ty wolisz mojego najlepszego przyjaciela. Dziewczyna marzeń mnie spławiła, super… - odpowiedziałem zrezygnowany
- Niall to nie tak!
- To jak? Nie widzisz tego, że Cię kocham? Nic nie kocham bardziej niż Ciebie! Nawet mojego jedzenia. Jesteś najwspanialszą dziewczyną jaką znam. Całe 18 lat na Ciebie czekałem, a ty teraz mnie nie chcesz? Zrobiłbym dla Ciebie wszystko, abyś była moja. Tylko i wyłącznie moja. Nie Louisa, nie tego chłopaka z Polski, ale moja. Co mogę zrobić aby mieć Cię na własność? Jeśli chcesz zabiorę Cię na bezludną wyspę, na księżyc, gdzie tylko będziesz chciała. Ale musimy być sami, tylko dla siebie. Na własność… Może mój wiek Ci przeszkadza? Jestem za mało poważny, czy zabawny tak jak Louis? - skończyłem mój monolog. Do oczu nabrały mi się łzy, ale nie pozwoliłem, aby popłynęły mi po policzkach tak jak dla Amy…
- Niall tu nie chodzi o wiek! To co powiedziałeś jest słodkie, ale ja.. Ja po prostu przepraszam. – odpowiedziała wybiegając.
Uciekła. Nie ma Jej. A jeśli już nigdy Jej nie zobaczę przez uczucia, którymi Ją darzę?
***
- Gdzie Amy? – zapytał się mnie Louis
- Skąd mam wiedzieć? To nie moja laska tylko Twoja! I to Ty powinieneś Ją pilnować, a nie ja! – krzyknąłem rozwścieczony
- Ej stary, o co Ci chodzi? – zapytał zdziwiony Lou
- O gówno! – wyszedłem z domu Emmy trzaskając drzwiami.
Postanowiłem iść do siebie. Po drodze spotkałem kilka fanek – zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia i porozdawałem autografy. Chociaż cały ten tłum dziewczyn za mną szalał, ja i tak wciąż myślałem o Amy, i o tym dlaczego nie chciała dalej rozmawiać. W końcu to Ona zaczęła tą rozmowę… Za co przepraszała? Nie wiem… Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, a Ona nie zrobi nic głupiego...
Widziałem na jej rękach te blizny… Ona może uważa, że ich nie widać jak ma tatuaż, albo jak nakłada bransoletki, zegarki, bandanki i inne takie, ale to wszystko widać. Prawdopodobnie do końca życia pozostaną one na Jej rękach. Może na razie się nie tnie, ale i tak do tego wróci. To jest silniejsze niż cokolwiek. Tak samo jak narkoman wróci do ćpania, tak samo samobójca do popełnienia kolejnej próby odebrania sobie życia. Tak to już jest.
Mijałem na ulicach różnych ludzi, a z nieba zaczął padać deszcz. Coraz intensywniej.
Zatrzymałem się przy zwykłym sklepie z alkoholami i wszedłem do środka.
Wyglądał jak zwykły sklep, tyle że na suficie zawieszone były lustra. Po co? Nie wiem. Przy ścianach koloru beżowego, na półkach poustawiane były alkohole. Od najdroższego do najtańszego…
Na początku szampany, następnie likiery, whisky, wódki, różne między narodowe piwa, i dużo, dużo więcej…
- Dzień dobry. – przywitałem się jak należy – Poproszę jedną butelkę Jacka Daniel’s.
- 20 funtów się należy. – podałem facetowi wyznaczoną sumę i wyszedłem.
Na dworze padało już na dobre, a moim ostatecznym kierunkiem było moje mieszkanie.
Mieszkałem sam, ponieważ rodzice są po rozwodzie i mieszkają w Irlandii.
Wszedłem do wieżowca, przywitałem się z dozorcą i pokierowałem w stronę windy. Wszedłem i wcisnąłem przycisk „15”, aby winda zawiozła mnie na „moje” piętro.
***
Usiadłem na czekoladowej sofie popijając łyk whisky, gdy nagle dostałem sms’a od Amy o treści:
„Ja nie chciałam Niall, przepraszam. Wybacz mi, nie przemyślałam tego co robiłam WTEDY… Dobranoc.”
Przestraszyłem się. Po pierwsze nie wiem o co chodzi, a po drugie jest dopiero 1 po południu, a Ona napisała „…Dobranoc.” Wybiegłem z mieszkania nawet nie wiem czy zamknąłem drzwi na klucz i jak 
najszybciej chciałem do Niej pojechać. W między czasie zadzwoniłem do reszty.
Gdy byłem już na dole, dozorca próbował mnie zatrzymać i ze mną porozmawiać, ale ja po prostu nie zwróciłem na Niego uwagi i ominąłem Go. Na dole, pod budynkiem stał rządek taxi. Wsiadłem do jednej i podałem adres dziewczyny.
Po nie całych 5 minutach byłem na miejscu… Reszty jeszcze nie było. Otworzyłem drzwi wejściowe, wręcz wpadłem do Jej domu jak poparzony.
- Amy gdzie jesteś? – krzyczałem lecz nie dostawałem odpowiedzi.
Najpierw sprawdziłem wszystkie pokoje, które znajdowały się na parterze domu. W żadnym z nich nie było Amy, wiedziałem już, że była u siebie.
Wbiegłem po schodach prowadzących na górę. Bałem się otworzyć drzwi do Jej pokoju, bo nie wiedziałem co mogę tam jeszcze zastać.
Otworzyłem.
Dziewczyna leżała w drugim pokoju na łóżku, z krwawiącymi nadgarstkami i udami. Obok Niej leżała połyskująca żyletka,
- Przepraszam Ciebie i wszystkich… - zdołała jednie tyle powiedzieć, obok na białej pościeli były już spore plamy krwi. Zamykała oczy, powoli, ale zamykała.
- Nie masz za co! Nie zamykaj oczu, proszę! Już dzwonie po karetkę, Amy! Proszę, zrób to dla mnie, dla Louisa, dla dziewczyn! Kocham Cię! Nie mogę Cię stracić! Nie możemy… - mówiłem przez łzy, czekając aż ktoś ze szpitala odbierze telefon.
- Co Jej się… - zaczęła Emma – Osz kurwa!
- Dzwońcie po pogotowie, trzeba to jakoś zatamować! – powiedział Liam – Szukajcie jakiegoś bandaża, nie wiem czego!
Dziewczyny już płakały, ja też. Zresztą każdy z nas. Nikt nie chciał Jej stracić! Ona była już na skraju życia i śmierci.
Umierała – przeze mnie.

Jakoś tak mało ale wybaczcie mi to... Następny rozdział postaram się napisać dłuższy ;)
Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy? Jak myślicie: Amy przeżyje?
Dziękuję za 12 komentarzy pod ostatnim rozdziałem i AŻ 156 wyświetleń samego rozdziału :D
BIERZCIE UDZIAŁ W ANKIECIE!
10 komentarzy = nowy rozdział
Mam nadzieję, że napiszecie ich więcej niż 10 ;D

wtorek, 26 lutego 2013

11.

*Perspektywa Emmy* MUSIC ON
Wow, to dosyć dziwne, że Amy i Lou razem.. Ale cóż, serce nie sługa, a między nimi iskrzyło coś od początku. Ciekawe jak Niall się trzyma? Dlaczego wspomniałam o Niall'u jak mówię o związku Louis'a i Amy? Ponieważ, Niall czuje coś do niej. Czy jest to miłość? Tego nie wiem, ale wiem, że boli go to, że to nie On może przytulać, całować, dotykać i spędzać każdą wolną chwile z Am, tylko ktoś inny. Ktoś, kto Go wyprzedził. Ten ktoś jest Jego przyjacielem. Nie widziałam się dzisiaj z Niall'em, ale zapewne przyjdzie do mnie i się wyżali. Może wypłacze. Zawsze tak robił jak miał doła, nawet nie tylko doła. Przychodził do mnie pogadać. Byliśmy przyjaciółmi. Nie powiedziałabym, że najlepszymi, ale dobrymi. Jednymi z lepszych. Może kiedyś będziemy najlepszymi? Mogłam mu powiedzieć większość rzeczy, tak jak On mi. Dlatego tak mnie bolało, jak widziałam jak on cierpi przez dwójkę osób. Dwójkę swoich przyjaciół. Skąd to wiem? Że cierpi, że obwinia siebie, że nie zrobił pierwszego kroku? Z głowy. Za dobrze Go znam. Często powtarzam mu to zdanie: "-Za dobrze Cię znam Niall, wiem, że coś się stało.." Przecież Niall mógł by mieć każdą dziewczynę na świecie. Tyle dziewczyn za nim szaleje. Ale wybrał Amy, która niestety tak Go zraniła. Nie odwzajemnia jego uczucia. A może nawet o nim nie wiem? Ale ja wiem, wiem co właśnie czuje i przechodzi. Gdy Oni cieszą się sobą, on jest załamany. Może dzisiejsza dyskoteka trochę go 'poprawi'. Wiem, że Ams nie zrobiła tego specjalnie, ale mogła by się chociaż domyśleć po jego zachowaniu. Ale nie. Pan Horan jest przecież twardy i nie kocha żadnej dziewczyny...
- .. to jak, teraz do mnie, a następnie na dyskotekę? - zapytała mnie Amy, która jednocześnie przerwała mnie z rozmyśleń
- Tak, jasne. A wiesz może chociaż do jakiego klubu idziemy?
- Nie. - uśmiechnęła się do mnie - chłopcy mają coś wymyślić.
Miejmy nadzieję, że nie wybiorą pierwszego lepszego klubu, bez ochrony i masą pijanych nastolatków. Są zbyt ostrożni, aby pójść do takiej obory. Tak, obory. Bo jak inaczej nazwać miejsce, w którym na około porozlewane są drinki, pety, wymiociny, walające się papierki i inne gówna tego typu.
Weszłyśmy do środka i od razu skierowałyśmy się do pokoju Am, zahaczając jeszcze o garderobę.
- Wybieraj co chcesz. - puściła mi oczko - ja wezmę te dżinsowe spodenki, bokserkę na ramiączkach ze znaczkiem Superman'a i te czarne trampki Converse. Tutaj i na dole jest łazienka. Kosmetyki są w toaletce. Mam nadzieję, że sobie poradzisz. - zaśmiałyśmy się - a ja teraz idę się przebrać. Zaraz wrócę.
Opuściła mnie kierując się do łazienki.
Postanowiłam postawić na wygodę i ubrałam się podobnie do Ams. Nałożyłam czarne legginsy, tunikę do połowy pośladków i wyjęłam pierwsze lepsze pasujące buty. Efekt mnie zadowolił. Zeszłam schodami w dół. Moim celem była łazienka i toaletka, która miała się w niej znaleźć. Otworzyłam dębowe drzwi, a w środku ani śladu toaletki. Kilka cieni, eyeliner i puder - porozwalane były na półce. Ale nic więcej. No może jeszcze jakieś perfumy. Ale nie była żadnej toaletki o której wspomniała Amy. Może chodziło jej o to? Wzięłam do ręki tusz, który schowany był pod małą stertą cieni i postanowiłam postawić na naturalność. Miałam już się malować, gdy do łazienki wparowała Amy.
- Co ty robisz? - zaśmiała się, popatrzyłam się na nią marszcząc przy tym czoło - Zostaw to, to mojej mamy - dalej się śmiała - dlaczego nie poszłaś do mojego pokoju, do toaletki? - uśmiechnęła się
- Nie powiedziałaś mi gdzie jest, więc myślałam, ze tu coś znajdę. - wzruszyłam ramionami
- Chodź głuptasie, pomaluj się i wychodzimy. Chłopcy już są. - Pociągnęła mnie za rękę, w kierunku jej pokoju.
Bladoróżowe ściany współgrały z białymi meblami w jej pokoju. Z tego co zauważyłam były jeszcze jedne drzwi, które były zamknięte. Nie chciałam być wścibska więc nie podeszłam do nich i nie wparowałam do środka, tylko ładnie zapytałam:
- Co jest za drzwiami?
- Moja sypialnia. A co miałabym spać na podłoże tutaj? - zaśmiała się
- Nie, nie tylko... No wiesz, nie zawsze się spotyka, że ma się dwa pokoje- 'dzienny' i sypialnie.
- Spoko, nie gniewam się. Przecież nie mam za co. - puściła mi oczko - ale wiesz, tym razem cię tam nie zaproszę, bo mam WIELKI bałagan - dodała, z naciskiem na słowo 'wielki' przy czym 'wyłupiała' oczy.
Pomalowałam się jedynie odrobiną tuszu, przypudrowałam nosek, zrobiłam ciękie kreski eyeliner'em i musnęłam usta błyszczykiem. Amy zrobiła tak samo. Chociaż ona i tak wyglądałam przepięknie. Nie musiała nic w sobie poprawiać. Była idealna. Jak ona stała w kolejce po urodę, to ja siedziałam na dupie i czekałam, aż ktoś - czytaj aniołek, albo sam Bóg - do mnie podejdzie. Inaczej mówiąc - lenistwo.
- To ja już gotowa. A ty? - zapytałam dziewczynę
- Też, chodźmy. - zeszłyśmy po schodach, Amy powiedziała rodzicom, że wychodzi i wróci późno, i aby na nią nie czekali.
Pod domem stali już chłopcy. Am na przywitanie oczywiście pocałowała się z Lou, automatycznie wzrok przeniosłam z tej parki na Niall'a, który nie wiedział ja się zachować - uśmiechać się sztucznie i na pokaz, czy odwrócić wzrok i udawać, że ta sytuacja nie ma miejsca, a jeśli już ma to on o tym nie wiem i na to nie patrzy. Szkoda mi się go robiło z każdą kolejną  sekundą, więc nie czekając dłużej podeszłam do niego i mocno go przytuliłam szepcząc Mu do ucha:
- Nie rozpłacz się, proszę. Nie przy nich. Nie teraz. Bądź twardy i pokaż, że ci nie zależy. Że masz ich głęboko w dupie. Niall. Zrozum, tak będzie najlepiej. Dla ciebie i dla niej.
- Ale ja tak nie umiem, Em. Nie umiem cieszyć się jej szczęściem. Dlaczego to nie mogę być ja? Dlaczego? - po jego poliku popłynęła jedyna, samotna łza, którą po chwili wytarł. Pomrugał kilka razy powiekami, aby nie było ich więcej.
- A z nami to już się nie przywitacie? - spytali chłopcy, no tak- ja wtulona w Niall'a, a Am w Lou..
Podeszłam do każdego i przywitałam się z nimi. Nawet z moim bratem, dziwne. Amy zrobiła tak samo.
Po chwili siedzieliśmy wszyscy w samochodzie Zayn'a. Ja na miejscu pasażera z przodu, obok Zayn'a, który prowadził. Na tylnych siedzeniach, po lewej stronie siedział smutny Niall, obok niego pośrodku Amy, którą obejmował ramieniem Louis, siedzący po prawej stronie dziewczyny. Danielle, Perrie, Liam i Harry siedzieli odwróceni do nich plecami. Z tyłu samochodu. Jakoś się zmieściliśmy. Amy miała okazję zapoznać się z dziewczynami. Po 10 minutach byliśmy już na miejscu. Przy wejściu stało dwóch ochroniarzy, mający w rękach jakiś notes, w którym sprawdzają czy nie przyjdzie tu ktoś nie proszony.
- Imię i nazwisko? - zapytał jeden masywny ochroniarz chłopców
- Ja jestem Harry Styles. -  jeden z nich przekartkował notes i powiedział do drugiego:
- Wpuść ich, to One Direction. A te panie są z wami?
- Tak, tak. - odpowiedział.
MUSIC ON 
Weszliśmy do środka, a z głośników właśnie rozległa się kolejna piosenką. Tym razem Christiny Aguilery. Poszliśmy usiąść na kilkunastoosobowej sofie stojącej w rogu klubu. Harry postanowił iść po coś do picia. Każdy powiedział chłopakowi co ma kupić. Pomyślałam, że może właśnie ta impreza to szansa, abym znowu mogła być z Harry'm. Przynajmniej spróbuję. W końcu - do odważnych świat należy. Uśmiechnęłam się do siebie i poszłam w kierunku baru, przy którym czekał Loczek na alkohol.
- Hej co tam? - zagadałam do bruneta
- A jak ma być? Dobrze. - uśmiechnął się pokazując swoje śnieżnobiałe, równe zęby i dołeczki w policzkach. Aż zrobiło mi się gorąco.. - Co to się stało, że przychodzisz do mnie? Nowe zamówienie mają? - zaśmialiśmy się
- Nie, nie. Chciałam pogadać, dotrzymać Ci towarzystwa, lub po prostu pomóc ci nieść zamówienia. - uśmiechnęliśmy się.
Postanowiłam, że wykorzystam to, jak już się napije i mu wszystko powiem. Pójdziemy tańczyć wolny taniec, obejmiemy się lekko już się chwiejąc, a następnie wszystko mu powiem, to co czuję, to jak bardzo żałuję rozstania, i to jak mocno go kocham. Przyjaźń mi nie wystarczy. Nie potrafię. Dziwne, mówię do Niall'a, aby nie przejmował się Amy. Aby znalazł kogoś innego, a sama tak nie postępuję. Nie zostawię w spokoju Hazzy.. I znowu odbiegłam od tematu przenosząc się na Niall'a. No więc, powiem mu wszystko, a On na następny dzień zapomni, ale chociaż nie będę się obwiniać, że nic nie zrobiłam w kierunku naszego związku. A co jeżeli On nie zapomni? Będzie ciągle pamiętał, i nie odwzajemni mi mojego uczucia?
- To jak pomożesz mi? - znowu te zabójcze dołeczki ukazały się na jego idealnej buzi.
- Tak jasne, daj to. - wyrwałam mu jedną tackę i ruszyłam w kierunku naszego stolika. Harry zrobił tak samo i po chwili znalazł się przy mnie.
Louis obejmował Amy, Liam - Danielle, Zayn - Perrie. Właśnie, Perrie. Jak ja jej nie znoszę. Dlaczego w ogóle ona musiała być dzisiaj z nami na tej imprezie? Dlaczego nie była ze swoimi koleżankami z zespołu tylko z nami? Dziwię się mojemu bratu dlaczego tak wybrał. Tyle dziewczyn nie zapatrzonych w siebie w naszym mieście. No właśnie mieście. Tylko mieście, a jeszcze przecież pozostawał kraj i cały świat. Nie popierałam tego związku, byłam mu przeciwna. Jeszcze czego, może jeszcze mój brat ma wziąć z nią ślub? Może jeszcze mają mieć wspólne dzieci? Nie tak łatwo, ja nie pozwolę skrzywdzić mojego brata, tak, jaki i moich przyjaciół. Dlatego tak będę pomagać Niall'owi jeśli będzie tego potrzebował. Jest zbyt delikatny, aby ktoś mógł Go tak mocno skrzywdzić..
Pierwszy drink, kolejny i kolejny. Piliśmy do upadłego. Obok gdzieś Amy całowała się z Lou. Niall gdzieś zniknął z resztą jak każdy. Jedynie ta dwójka zakochańców i półprzytomny Harry dotrzymywali mi towarzystwa. Szkoda byłoby, aby jeszcze paparazzi przyłapało ich, jak są, aż tak piani.
Gdzieś w tłumie spostrzegłam Niall'a siedzącego przy innym stoliku z jakąś laską, której w ogóle nie znałam. Podeszłam tam, potrząsnęłam Horan'em aby się otrząsł i trzepnęłam go w brzuch.
- Co ty odwalasz?! - wrzasnęłam, i kontynuowałam nie dając mu dojść do słowa - A Amy? Już Ci nie zależy? Już masz ją w dupie? I wszystkie uczucia jakimi ją darzysz? Chłopie, oprzytomniej. Co ty wyrabiasz? Liżesz się z jakąś laską, której praktycznie nie znasz! Co ja gadam? Praktycznie? Ty jej kurwa w ogóle nie znasz! Niall wracamy! - oznajmiłam łapiąc Go za rękę i próbując ciągnąć za sobą, niestety jest ode mnie silniejszy i nie dałam mu rady. Odpuściłam.
- To ty mi kazałaś znaleźć inną. Więc proszę, oto ona. - wskazał ręką na dziewczynę, która siedziała i przyglądała się całej zaistniałej sytuacji. Wstała, podeszła do Niall'a chwyciła go za rękę i zabrała gdzieś, ciągle ciągnąc Go za rękę.
- Jeszcze tego pożałujesz! - krzyknęłam. 'Kretyn' - pomyślałam.
Podeszłam do naszego stolika gdzie był: półprzytomny, nie wiadomo co mówiący - Harry, usypiająca w ramionach śmiejącego się Zayn'a - Perrie. Danielle, Louis, Liam i Amy tańczyli razem na parkiecie znajdującym się przy naszym stole, więc nie było problemu ich znaleźć. Jedynie Niall polazł gdzieś z tamtą lafiryndą.
- Chodźcie, idziemy już. - zarządziłam podchodząc do każdego z osobna, przy czym wskazywałam im, gdzie mamy się spotkać - na tyłach tego klubu. Wyjdziemy tylnym wejściem, ponieważ jest dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że będą tam fotoreporterzy. Zostawiamy Niall'a samego.
Coś tam marudzili, ale ja na to nie zważałam tylko szłam w wyznaczonym - przeze mnie - kierunku.
Poszliśmy do pierwszej taryfy stojącej obok budynku, ledwo zmieściliśmy się w środku z racji tego, że było nas dziewięcioro - znaczy ośmioro, bo przecież nie wiem gdzie jest Niall - samochód był pięcioosobowy. Poprosiłam kierowcę, aby zawiózł nas pod dom mój i Zayn'a. Wszyscy tam wysiądą i przenocują u nas.
A jutro - tak jak mówiła mi Amy - nie pójdziemy do szkoły, tylko będziemy zwalczali kaca.
Po kilku minutach byliśmy już pod drzwiami. Tylko je otworzyłam, a wszyscy weszli i rzucili się, oby na miękkie miejsce i zasnęli.
Rano obudziło mnie walenie do drzwi. Nie wiedziałam kto mógł być o tak wczesnej porze, bo była tylko 6.00, i dlaczego nikt inny nie mógł otworzyć tylko właśnie JA.
W ustach miałam straszną saharę  strasznie mnie paliło w buzi, głowa mnie bolała i chciało mi się pić. Pierwsze co zrobiłam to pobiegłam po drodze do kuchni, wzięłam małą butelkę wody, przyjrzałam się w lustrze, aby nie przestraszyć osoby stojącej za drzwiami i poszłam otworzyć drzwi. Kogo tam zastałam? Oczywiście Pana Horan'a, ale nie był sam.
- Dzień dobry, o co chodzi? - powiedziałam nieśmiało komendantowi policji, raz spoglądając na pół trzeźwego chłopaka, a raz na tą dwójkę mężczyzn, trzymających Go za ramiona. - Coś ty idioto znowu zrobił? - tym razem zwróciłam się do blondyna
- Niech się pani nie denerwuje. Nic takiego. - uśmiechnął się jeden policjant
- To co on tu robi? - zapytałam
- Mówi, że tu mieszka. - spojrzałam na chłopaka ze zdziwieniem, a on zrobił błagalną minę. - Jeśli to prawda, to możemy go tu zostawić. A jeśli nie, to poczeka sobie w komisariacie, bądź na izbie wytrzeźwień do czasu, aż nie poda prawdziwego adresu. A jeśli pani chce wyjaśnienia, to może pani nas wpuścić do środka, i tam pogadamy, bo jak pani sama widzi pada deszcz, a stać i tak moknąć nie jest za przyjemnie. - wyjaśnił drugi. Słusznie zauważył, padał deszcz, bo w Londynie trudno jest załapać się na słońce..
- Tak on tu mieszka. - popatrzyłam ze złością na Niall'a - mogą panowie też wejść i wszystko wyjaśnić, jeśli oczywiście panowie chcą. - nadużyłam słowa 'panowie'.
- Dziękujemy. - weszli puszczając Horan'a, który właśnie do mnie podszedł i staną z tyłu cicho szepcząc 'Dziękuję' - Chodzi o to, że pan Niall brał udział w bójce..
- W jakiej znowu bójce Niall? - przerwałam mu
- Później ci wyjaśnię.
- To może my już was zostawimy.. Do widzenia - odpowiedział jeden z policjantów zamykając za sobą drzwi
- Do widzenia. - odpowiedziałam jak drzwi były już całkowicie zamknięte - A teraz czekam na wyjaśnienia. - odwróciłam się do blondyna, opierając o framugę.
___

No to macie rozdział i się cieszcie :D Zapraszam do brania udziału w ankiecie znajdującej się na samej górze po prawej stronie:)
Postanowiłam zrobić perspektywę Emmy, tak dla odmiany :) Niegrzeczny ten Niall! Haha.
I aby nie było - ja strasznie kocham Perrie i dziewczyny chłopców, Eleanor też miłuję, ale jej tu nie ma ze względu na akcję opowiadania. Wiecie Louis + Amy..
No i niestety. Emma, nie wykonała swojego planu co do Hazzy, a szkoda :(
Niestety jestem chora. Tak, znowu :'[ ale postaram się coś dodawać szybciej ;)
Boli mnie to, że nie komentujecie rozdziałów, bo przez brak komentarzy nie dodaję rozdziału, np. przez miesiąc.
WIEC TERAZ KAŻDY KTO PRZECZYTA - KOMENTUJE
Pytania do was: 1. Jak myślicie, między Emmą a Niall'em coś zaiskrzy?
2. Co chcielibyście 'dostać' w następnych rozdziałach?
3. Skończyć pisanie czy dalej to robić?
4. Sami dodajcie coś od siebie :)
10 KOMENTARZY - NOWY ROZDZIAŁ

środa, 20 lutego 2013

10.

*Perspektywa Amy* MUSIC ON
Weszłam do domu i jedyna myśl jaka mi się nasunęła to tylko "Nie mogę uwierzyć, co to ma być?" Weszłam w głąb mieszkania zamykając za sobą drzwi. Kto mógł to zrobić? Na półkach i szafkach w przedpokoju były różnej wielkości świeczki, tak samo jak i na schodach prowadzących na górę domu. Podłoga zaś, obsypana była płatkami róż. W całym domu panowała cisza i spokój, a jedynym źródłem światła były świeczki i powieszone na ścianie kinkiety.
- Mamo, tato.. Jesteście? - krzyknęłam, ale nie dostałam odpowiedzi.
Zdjęłam kurtkę, buty i torbę rzucając rzeczy gdzieś w kąt. Nie powiem, ciekawiło mnie to i kogo mogę zastać na górze, oczywiście również też kto to zrobił.. Nie pewnie, ale z ekscytacją poszłam po schodach na górę. 'Kwiatowa droga' prowadziła do mojej sypialni. Na łóżku porozwalane były płatki róż, leżała tam też jedna, cała róża. Podeszłam do niej, wzięłam ją do ręki i powąchałam. Za sobą usłyszałam chrząknięcie i dźwięk zamykających się drzwi. Automatycznie rzuciłam  róże na bok i odwróciłam się.
- Louis? - spytałam
Chłopak jedynie pokiwał potwierdzająco głową i podszedł bliżej.
- Co ty tu robisz? Jak dostałeś się do środka? - zaczęłam zadawać mu masę pytań - To ty to wszystko przy.. - przerwał mi pocałunkiem, nie powiem- podobało mi się, ale nie byliśmy parą, więc odepchnęłam go lekko do tyłu
 - No co? - zapytał
- Nic Loui, nie uważasz, że za krótko się znamy?? Nawet nie jesteśmy parą. - odpowiedziałam siadając z brzegu łóżka. Louis podszedł do mnie, staną na przeciwko i wyciągną rękę. Złapałam ją i wstałam. Chłopak objął mnie w tali i przyciągną do siebie. Spuściłam wzrok, a on złapał mnie za brodę zmuszając abym na niego popatrzyła. W jednej chwili pocałował mnie- najpierw nieśmiało, następnie coraz mocniej i zachłanniej. Zaczęłam odwzajemniać mu pocałunki. Zaplotłam moje ręce na jego szyi. Zapewne zauważył, że zaczęło mi się to podobać, ponieważ zaczął pozwalać sobie na więcej, więcej i więcej.. Najpierw delikatnie jeździł po moich plecach rękoma, następnie położył swoje dłonie na moich pośladkach. Pociągnęłam go na łóżko, zaczęliśmy się rozbierać ciągle całując się.. Gdy byliśmy już w samej bieliźnie, zapytałam się Lou:
- Jesteś pewien?
- Tak, a ty? - zapytał
- Tak, ale chwilę. Napiszę tylko do Emmy, że dzisiaj nici z naszego spotkania. - oznajmiłam z nadzieją, że pozwoli mi opuścić Go na chwilę.
- No niech będzie, ale szybko.
,,Dzisiaj się nie spotkamy, wybacz. Amy''
Nie czekałam na odpowiedź - wyłączyłam telefon, aby przypadkiem nie przeszkadzał i wróciłam do Louis'a. Momentalnie, gdy stałam w tej sypialni taka zdezorientowana, a On mnie pocałował po raz pierwszy, poczułam coś do niego. To 'coś' to chyba miłość..
- Już jestem. - powiedziałam wchodząc do sypialni.
- No nareszcie.. Chodź tu do mnie. - złapał mnie za rękę i przyciągnął.
Po raz kolejny zaczęliśmy tylko nam znany taniec języków, zaczęliśmy od nowa poznawać nasze ciała. Dalej i dalej.. Przypadkowo spojrzałam na zegar wiszący na mojej ścianie, wskazywał godzinę 17.00.
- Em.. Loui.. - zaczęłam mówić między pocałunkami - Wiesz jest 17, czyli moi rodzice kończą właśnie pracę.. Trochę głupio jak przyłapią nas na takiej scence..
- Twoi rodzice mają urlop, mały wypad we dwoje. - puścił mi oczko.
'Co to miało znaczyć?' - pomyślałam
Po chwili leżeliśmy już nadzy, nie wiem kiedy Lou nałożył prezerwatywę i wszedł we mnie. Jęknęłam. Było mi bardzo przyjemnie, jemu zapewne też. Poruszał się w przód i w tył, w rytmicznym tempie. Zaczął całować moje ciało - od ust, następnie szyja, piersi i zjeżdżał ciągle w dół - przy czym lekko przygryzał moją skórę. Doszliśmy prawie w tym samym momencie. Wyszedł ze mnie i położył się obok na łóżku. Przykrył nas kołdrą oraz objął mnie ramieniem i pocałował w głowę. Usnął. Ja jeszcze trochę poleżałam i myślałam o tym co stało się przed chwilą - "Nie wiem, co mi odbiło, że dałam się tak łatwo zaciągnąć do łóżka.. Przecież prawie w ogóle Go nie znałam. A jeśli On traktuje mnie jako dziewczynę na jedną noc? A co jeśli media i prasa dowiedzą się o tym? Nie będę miała życia prywatnego.." Zasnęłam. Obudziłam się dosyć wcześnie, bo o 5.53 . Louis spał dalej przy mnie. Postanowiłam nie budzić go o tak wczesnej porze, więc pozbierałam porozrzucaną przez nas - bieliznę i inne ciuchy. Wzięłam ubranie na dzisiaj i poszłam do łazienki. Napuściłam wody do wanny i zanurzyłam się w tej ciepłej cieczy.. Dzisiaj postanowiła nie iść do szkoły. Zostanę z Louis'em, to znaczy - jeśli on będzie chciał ze mną zostać, w końcu to on jest 'gościem'. Obgadam z nim kilka spraw, między innymi dzisiejszą noc. I to, co powiedział o rodzicach: " Twoi rodzice mają urlop, mały wypad we dwoje.Przejdziemy się do chłopców - jeśli chcą mnie widzieć. I jakoś dzień zleci. Po godzinnej kąpieli wyszłam z wanny, dokładnie się wytarłam i przebrałam w czyste ubrania. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół, do jadalni. O dziwo zastałam tam pół przytomnego Lou.
- Dzień dobry. - posłałam mu szczery uśmiech
- Witam. - uśmiechnął się, podszedł do mnie i obdarował mnie pocałunkiem - jak się spało u mojego boku? - poruszył zabawnie brwiami
- No właśnie musimy o tym pogadać.. - zaczęłam - Bo widzisz.. My przecież nawet.. - przerwał mi
- Jeśli o to chodzi to tak, chcę z tobą być. Jeśli się oczywiście zgodzisz. - odszedł kilka kroków do tyłu i zaczął mówić - Czy.. No.. - zaczął się jąkać. Popatrzyłam na niego zirytowana i dodałam po chwili:
- Wczoraj to do łóżka wiedziałeś jak mnie zaciągną, a teraz nie wiem jak o chodzenie poprosić.
- No widzisz! - Krzyknął uradowany - Wiesz o co chodzi, więc powiedz. Zgadzasz się? - wyszczerzył się
- Jeśli dowiem się czego, to może, może.. - zaczęłam się z nim droczyć, co po jego minie można było się domyśleć, że nie spodobało mu się za bardzo.
- Ale przecież wiesz! - tupną nogą i odwrócił się ode mnie obrażony, zachowywał się jak małe, rozwydrzone dziecko.
- Ale skąd wiesz, że wiem?! - spytałam zirytowana - Powiedz o co ci chodzi!
- No, że.. Ty i ja.. - zaczął lekko zawstydzony - no wiesz! Że my razem..
- Czyli? - nie dałam za wygraną
- No czy będziesz moją dziewczyną, do cholery! - krzyknął
- Nie lepiej było tak od razu? Będę. - podeszłam do niego i pocałowałam Go, od razu odwzajemnił pocałunek.
- To może powiemy reszcie o tym, że jesteśmy razem? - spytał
- Później, teraz chciałabym z Tobą porozmawiać.
- Coś się stało? - spytał zmartwiony
- Nie, nic. Ale gdzie są moi rodzice? I o co chodziło Ci z tym, że są na urlopie?
- A, no bo ten.. - złapał się za tył głowy i uciekał wzrokiem - Twoi rodzice mają krótkie wakacje, tylko do weekendu. - uśmiechnął się - Załatwiłem im wszystko i ta dam, oto jesteśmy sami. - pocałował mnie
- Ale gdzie oni są?! I jak tu wszedłeś?
- Są na Karaibach, a dali mi klucz, bo z nimi porozmawiałem i wiedzieli, że się pokłóciliśmy- chociaż nie wiem o co, no ale mniejsza o to- ale wracając do rodziców, nie wiedzieli co zamierzam zrobić, wiedzą jedynie, że byłem u nich w domu i czekałem na Ciebie..
- Jesteś jakiś nienormalny! - krzyknęłam - Ale i tak cię kocham.
- Uu, co za wyznanie. - krzyknął ktoś z tyłu, obróciłam się i zobaczyłam cały zespół, tylko Niall był jakiś przybity. Wszyscy zaczeli nam gratulować, ale po chwili zapytałam:
- Co wy tu robicie, jak weszliście? - spytałam
- Cześć - uśmiechnęli się
- Hej, odpowiecie na moje wcześniejsze pytanie? - spytałam, Louis objął mnie od tyłu w pasie i pocałował w policzek.
- No jasne, było otwarte więc weszliśmy. - uśmiechnął się Harry - ale widać, że przeszkodziliśmy...
Hazza podszedł do Louis'a, dał mu lekkiego plaskacza w policzek i rzekł:
- Nie pilnowałem cię jedną noc, a ty już mnie zdradzasz? - zaczął udawać, że płacze - z nami koniec.
- Ale kochanie! To nie tak jak myślisz.. - padł na kolana Lou - wyjdź za mnie, to z tobą chce spędzić resztę życia. - Wszyscy zaczęli się śmiać, zachowywali się jak aktorzy.
*3 godziny później*
- Co dzisiaj robimy? - spytał się mnie Niall
- Wiem, mam pomysł. - krzyknęłam uradowana, z nadzieją że chłopcy może się zgodzą - Nie ma nikogo u mnie w domu, aż do weekendu. Wiec.. Może tak jakaś impreza? Wyjdziemy do klubu, pobawimy się..
- Dobry pomysł. Ale przecież masz szkołę.. - zaczął Liam
- No i co? Jeśli dwa dni opuszczę, nic się nie stanie. Weźmiemy też Emmę. Będzie fajnie, uwierzcie. - zrobiłam błagalną minę patrząc na wszystkich.
- No niech będzie. - zgodzili się wszyscy, po czym wszyscy przytuliliśmy się.
- Trzeba będzie iść jeszcze po Emmę do szkoły. Idziemy? - zaproponowałam.
- Idziemy, czy jedziemy bo jeśli jakieś fanki nas zaatakują? - Zaproponował Zayn
*pod szkołą*
Czekamy na Emmę już dobre 15 minut, ale takie są uroki jazdy samochodem - szybko i przed czasem.
- Wiecie co? - nie czekając na odpowiedź, zaczęłam mówić dalej - może wy teraz pojedziecie do siebie do domów i przygotujecie się? A ja poczekam na Em, i razem się wyszykujemy.. Spotkamy się na miejscu.
- A wiesz już do jakiego klubu wybieramy się? - zapytał Louis
- Szczerze to nie znam tu żadnych, liczę na was. A teraz spadam, bo Em już idzie. - pocałowałam przelotnie Lou i wyszłam z auta biegnąc do Emmy, która w tym momencie wychodziła przez bramę szkolną. Opowiedziałam jej o planie moim i chłopców i o tym, że ja i Louis jesteśmy razem. Dziewczyna zdziwiła się, ale też pogratulowała nam. Nie opowiedziałam jej jedynie o dzisiejszej nocy, postanowiłam pozostawić to dla siebie. 'Ciekawe czy Louis wygadał się chłopakom?' - pomyślałam.

-
W końcu macie rozdział ;] Wiem, że cała akcja kręci się w okół scenki erotycznej Amy z Louis'em i ogólnie w okół ich dwójki. Ale to już nie długo ;3
Kolejny nie wiem kiedy dodam, ale postaram się aby był dłuższy niż ten. Możecie pytać bohaterów jak i mnie w komentarzach.
10 komentarzy - nowy rozdział